RSS
wtorek, 22 lipca 2014

Jakoś ostatnio nie miałam ochoty wszystkiego pisać na bloxie. Może nie działo się nic ciekawego, a może nie miałam czasu? Nie wiem. Jednak teraz postanowiłam napisać o dzisiejszym śnie, który całkowicie mnie załamał.

Na wstępie powiem, że w Gdańsku mamy takiego śmiesznego gostka, którego nazywamy "Mroczny Wędrowiec" - chodzi sobie po ulicach w habicie (takim, jak mają mnisi - brązowym z kapturem i sznurkiem w pasie) i z psem strasząc biednych ludzi.
No i dzisiaj mi się przyśnił O.o

Było to tak, że sobie siedziałam z dziewczynami na jakiejś sali i MW jakimś dziwnym trafem siedział ok. 1m od nas. I tak siedzimy, gadamy, a nagle on przysuwa swoją rękę w moją stronę.
- Mam się bać? - pytam ze śmiechem.
- Tak - odpowiada w pełni poważnie przysuwając swoją twarz do mojej tak blisko, że muska mnie nosem.

Później była następna scena - goniłam Mrocznego Wędrowca, on się odwrócił (tylko tak dziwnie, samą głową) i pobiegł. Stwierdziłam, że go nie dogonię i się zatrzymałam. O dziwo, MW też się zatrzymał, ale był w garniturze. Znowu odwrócił głowę, a ja go złapałam przebijając przy okazji balonik, który miał jakoś na torsie (WTF?!). Szliśmy w milczeniu. Ja go chciałam przytulić (?!), on się odsunął, jednak później mnie przytulił (znowu "?!") i dotarliśmy do domu, w którym chyba mieszkałam z przyjaciółkami ze studiów (ale był strasznie dziwny - taka wielka rezydencja, jak z horroru z ogromnymi, chyba 3m szerokimi i ponad 2m wysokimi drzwiami), akurat wychodziło dwóch kumpli z "naszej paczki", a dziewczyny stały w drzwiach. Chłopaki rzucili tekstem:
- I on tu wpada na kawusię?
I odeszli ze śmiechem. Weszliśmy do domu.

Uwaga, najlepsza część:

Jestem na jakiejś wielkiej polanie i uciekam przed nagim gostkiem wyglądającym jak Khal Drogo, który "rzuca" we mnie płomieniami. Po chwili on ucieka przede mną (a przynajmniej tak mi się wydaje, bo okazuje się, że przed jakimś siwym gostkiem w długiej szacie), który ciska w nas ogniowymi kulami. Ja ich unikam (dziwnym trafem jestem jakaś taka zwinna w tym śnie) i trafiają one w gostka. Nagle ja orientuję się, że mogę te kule ognia odbijać i zaczynam to robić (xDDDDDDDDDD) i tak oto kończy się mój wspaniały sen.

Dodam jeszcze, że pan Mroczny Wędrowiec był bardzo przystojny (ofc w tym śnie, bo na żywo widziałam go tylko z zasłoniętą twarzą).

 

A co u mnie? Sesja zaliczona w pierwszym terminie. Średnia sporo ponad 4 (wow). Wakacje spokojne, bo w domciu. Tylko w niedzielę byłam na Gdańsk Dźwiga Muzę no i od piątku jestem z mamą tutaj (że w Gdańsku) i sobie zakupujemy. A mój portfel cierpi...

A, i chyba daję sobie spokój z NIM. W sumie to na pewno.

Pozdrawiam!

Tagi: powrót sen
21:40, shadowhunterka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 maja 2014

Siedzę sobie z Kalwasem i... Nie inaczej. Siedzę sobie i patrzę, jak Kalwas gra i kompletnie nie zwraca na mnie uwagi. Tak tylko chciałam się na to pożalić... Bo w końcu widzimy się po chyba prawie 3 tygodniach, a on nawet ze mną nie pogada... Ehh... Dobra nie smęcę dalej, bo się pyta, z kim piszę...

Pozdrawiam!

Tagi: pozdrawiam
22:30, shadowhunterka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 maja 2014

Nie dość, że ciągle o Nim myślę, to jeszcze muszę śnić. Kompletny bezsens. Jednakże sen piękny. Może nie chciałabym, żeby spełnił się w całości, ale w niektórych fragmentach - owszem.

Tory. On na nich leży (ale tak wzdłuż, nie wiem o co chodziło). Nadjeżdża pociąg. Krzyczę. On ma mnie patrzy. Uśmiecha się. Podbiegam. Każę mu zabrać rękę z torów. Nie robi tego. Ze mną jest jakaś brunetka. Pociąg jest coraz bliżej. Krzyczę. Zamykam oczy. Ona mówi, że zabrał rękę. Czuję ulgę.

W następnej scenie widzę moją ciotkę (nie, nie tą u której mieszkam, inną). Wraz z Nim czekamy na przystanku. On mnie przytula stojąc za mną. Jest wyraźnie wyższy. Uśmiecham się. Jestem szczęśliwa. Patrzę na ciotkę.
- Cześć, ciociu! To Moje Słońce i Gwiazdy! - mówię wskazując na Niego, a w moim głosie można wyczuć nie tylko uczucie, ale i dumę.

Jeszcze coś mi się śniło. Pamiętałam zaraz po przebudzeniu, ale dość szybko zapomniałam.
Może to i lepiej?

Wracam do wina i chemii.
Chociaż w sumie to bardziej do wina. 

23:02, shadowhunterka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 kwietnia 2014

Jestem w fazie "wiem, że jest zajęty, ale powinien kurfa cokolwiek napisać, zamiast expić" oraz "jakie to jest bez sensu, że po alko jesteśmy razem, a na trzeźwo nie".

Wydaje mi się, że nawet nie ma sensu pisać, że znowu się całowaliśmy. Przecież to standard. Po 4,5 piwa musiało się tak skończyć...
Ale w sumie nie spodziewałam się, że będę aż tak szczera tamtego dnia... 

Ja: Powiedz mi, dlaczego mi na tobie tak zależy?
K: Na to musisz sobie już sama odpowiedzieć...
Ja: Ale nie wiem... Wiem, że mi zależy...
*kiss* 
(W sumie, to mam nadzieję, że On tego nie pamięta, co jest bardzo możliwe). 

W takich chwilach jest tak wspaniale, tak cudownie, tak idealnie...

A wczoraj i dzisiaj jakoś tak... źle. Praktycznie zerowy kontakt, można nawet powiedzieć, że typowo "służbowy" i no... nie wiem, co o tym myśleć... Miałam wczoraj nocować u Niego, ale z racji beznadziejnego samopoczucia (owulacja + kac) zrezygnowałam. Piszę bez sensu.
Nigdy mi na nikim aż tak nie zależało...  Argh!

Tagi: refleksje
23:20, shadowhunterka
Link Komentarze (4) »
sobota, 19 kwietnia 2014

O wiele prościej byłoby, gdyby mi nie zależało. Ale może tak musi być? Może to serio przeznaczenie? Nie wiem. Teraz czuję, że cała ta znajomość mnie niszczy. Po kawałku, kawałeczku. Raz są wyznania, szczere wyznania, na trzeźwo, że mu zależy itp. Nawet, jak mu wypomniałam wszystko, co mówił po alko, to potwierdził... A innym razem - głupie teksty, że musi sobie znaleźć jakąś fajną dziewczynę.

I co ja mam o tym wszystkim myśleć?

niedziela, 13 kwietnia 2014

- A teraz powiedz mi, co byś zrobiła, gdyby on znalazł sobie inną?
- Nie wiem... - Moje oczy zaszkliły się, ale nie pozwoliłam, by jakaś łza spłynęła po policzku. Nie podczas rozmowy z osobą, którą widziałam drugi raz w życiu.
- Byłoby ci przykro?
- Nooo... - Przykro? Przykro to może być, jak się spóźnię na autobus, czy wykupią mi moje ulubione bułki z żurawiną. Jakby on sobie znalazł inną, to ja... szczerze... nie potrafiłabym normalnie żyć. Załamałabym się kompletnie.
I właśnie to pytanie Pauliny mnie uświadomiło, w jak beznadziejnej sytuacji się znajduję... No bo kurde... Zależy mi na Nim, Jemu też na mnie zależy, ale... ale jest ten głupi paraliżujący strach, że coś nie wyjdzie...

A później... Paulina rozmawiała z Karcią o jej "byłym-obecnym":
- Wiem, że teraz go kochasz, ale mogłabyś z nim spędzić całe życie? Mieć dzieci, wziąć ślub?
- Nie, jeśli byłby taki, jak jest teraz, to nigdy.
A wtedy w mojej głowie "A ja bym mogła z Nim spędzić całe życie. Wiem, że byłby idealnym ojcem, mężem...". Ale po chwili przypomniałam sobie o Reni. O tym, że On ją nadal kocha. Mimo tego, że się wypiera, to mam wrażenie, że jeśli pewnego dnia stanęła by ona w jego drzwiach, On zostawiłby wszystko i poszedł za nią... I w sumie, to właśnie tego się najbardziej boję...

"Salt my wounds but I can't heal the way

I feel about you."

19:49, shadowhunterka
Link Komentarze (7) »
środa, 09 kwietnia 2014

Czemu po alko zawsze pada tyle słów i tyle się dzieje...

Całowaliśmy się w pubie, jak jacyś gimnazjaliści. On dużo mówił. Za dużo. "Jeśli miałbym teraz oddać serce tylko po to, żebyś Ty żyła, zrobiłbym to bez wahania." Płakałam. Przy ludziach. Nie obchodziło mnie to... "Nigdy nie pozwolę cię skrzywdzić. Nigdy. Rozumiesz? Jeśli ktoś cię skrzywdzi, pozabijam. Za bardzo mi na tobie zależy." Mi też zależy. Znowu płaczę.
Zasypiamy wtuleni w siebie. Szczęśliwi. Na chwilę. Do rana...

Kocham go. Tak. Tak cholernie go kocham, że nie potrafię tego wyrazić.
I z dnia na dzień coraz bardziej sobie to uświadamiam...
Ale i tak mu tego nie powiem.

Zresztą... Pewnie on już nie pamięta, co mówił wczoraj... 

22:41, shadowhunterka
Link Komentarze (2) »
środa, 26 marca 2014

Jakie to głupie i bez sensu, że jestem o niego zazdrosna, mimo że oficjalnie nic nas nie łączy...

Jak widać, nadal sama siebie niszczę.

Ale, żeby nie dodawać tak bezsensownego wpisu, wstawię utwór z przecudownym tekstem:

Tagi: refleksje
22:41, shadowhunterka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 marca 2014

Wczoraj zacytowałam fragment z "Miasta Upadłych Aniołów" (dla przypomnienia - Przyciągnął ją do siebie i pocałował. Niektóre rzeczy trzeba zrobić, nawet jeśli jest to zły pomysł.), a dzisiaj... Dzisiaj to się sprawdziło. Leżeliśmy sobie, gadaliśmy, aż w końcu On się zaczął przytulać i znowu skończyło się tak, że lepiej tego opisywać nie będę.
A pewnie jak się zobaczymy następnym razem (czyli w środę), znowu będziemy udawać, że nic nie zaszło i nadal zachowywać się jak przyjaciele. To tak cholernie głupie, że aż nie mam słów.

00:22, shadowhunterka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 marca 2014

Sama nie wiem, czego chcę.
Niby dzisiaj lepszy humor, niż przez kilka ostatnich dni, ale ja właśnie zaczęłam sobie wmawiać jakieś dziwne rzeczy. Jakoś nie potrafię nie myśleć o niczym. Nie mogę cieszyć się chwilą. Jakoś zatraciłam ten mój wieczny optymizm. Psychicznie umieram, niszczeję. I coraz częściej płaczę. I najczęściej przez Niego... Muszę się ogarnąć, wyrzucić wszystkie uczucia...

"Wśród elfów krąży legenda o Królowej Zimy, która w czasie zamieci przebiega kraje saniami zaprzężonymi w białe konie. Jadąc, królowa rozsiewa dookoła twarde, ostre, maleńkie okruchy lodu i biada temu, kogo taki okruch trafi w oko lub w serce. Taki ktoś jest zgubiony. Nic już nie będzie w stanie go ucieszyć, wszystko, co nie będzie miało bieli śniegu, będzie dla niego brzydkie, wstrętne, odrażające. Nie zazna spokoju, porzuci wszystko, podąży za Królową, za swoim marzeniem i miłością. Oczywiście, nigdy jej nie odnajdzie i zginie z tęsknoty."

Pamiętam, jak kiedyś mi to zacytowano. Wtedy mnie to zabolało. I to bardzo. Teraz chciałabym, żeby to była prawda...

 

Albo może lepiej to?

Przyciągnął ją do siebie i pocałował.
Niektóre rzeczy trzeba zrobić, nawet jeśli jest to zły pomysł.

Tagi: refleksje
23:28, shadowhunterka
Link Komentarze (1) »
środa, 12 marca 2014

To głupie, ale ostatnimi czasy strasznie odczuwam tęsknotę. Nawet wyczuwam ją fizycznie. To nic, że widziałam Go zaledwie kilkanaście minut temu - już mi Go brakuje. Powoli zaczyna mnie to przerażać, bo się boję... Boję się, że jak w końcu się zdecydujemy, to coś nie wyjdzie i będziemy cierpieć... Ale też jednocześnie czuję, że właśnie teraz sami się nawzajem niszczymy. Każdy dotyk, powitanie, pożegnanie... i to, że jak wróciłam z przystanku, to w pokoju czułam zapach jego skóry... Każdy fragment mojego jestestwa tak bardzo potrzebuje, by On był obok... Boooże. Już całkiem mi odbija. Muszę się ogarnąć, bo jak zacznie mi jeszcze bardziej zależeć, to... to będzie bardzo źle.

Czemu to wszystko jest tak cholernie trudne i skomplikowane?

"Wstyd mi tobie wyznać,
Ile dla mnie znaczysz.
Nie chcę ciebie stracić.
Ty dopełniasz mnie!"

Tagi: refleksje
22:41, shadowhunterka
Link Komentarze (2) »
sobota, 08 marca 2014

K: Najchętniej to siedziałbym w mieszkaniu tylko. Z jakąś dziewczyną... Kurwa do szczęścia dużo mi nie trzeba xD
Ja: To znajdź jakąś.
K: Nie. Ze mną żadna nie wytrzyma. Jestem zbyt nudny.
Ja: Nieprawda.
K: Ty jesteś inna. I Ci się tylko tak wydaje. Mogę się założyć, że nie wytrzymałabyś ze mną więcej niż 1/2 roku
Ja: Czemu?
K: Bo znam siebie...
Ja: Ale nie znasz do końca mnie.
K: W sumie racja... Ale i tak bałbym się spróbować.
Ja: Czemu?
K: Bo to jestem ja. Nie chcę, aby ktokolwiek się marnował dla mnie. I twierdzę, że zasługują na kogoś lepszego. A nuż jeszcze nie wyjdzie... Nie chcę, aby ktoś się czuł, jak ja....
Ja: Jak jak Ty?
K: Normalnie. Ja się szczerze zakochałem... I nic z tego nie wyszło. I nie chcę, aby nikt cierpiał jak ja...
Ja: Że raz się nie udało, to nie znaczy, że nie wyjdzie też następny.
K: Ale ja się boję...
Ja: Każdy się boi...
K: Niestety. Ale ja się o siebie nie boję. Boję się o drugą osobę...
Ja: A może druga osoba wolałaby być szczęśliwa chociaż przez chwile, niż w ogóle nie próbować?
K: Może... Ale ja o tym nie wiem.
Ja: Z mojej perspektywy, to bym wolała spróbować.
K: Wiesz sama, że miałem okazję... Czesto żałuję...
Ja: Czego?
K: Że nie spróbowałem stworzyć poważnego związku z Tobą...

 

Tak. A ja siedzę i ryczę.

Tagi: nic
21:09, shadowhunterka
Link Komentarze (2) »

K: Musisz znaleźć sobie faceta. Bo Ci to szkodzi.
Ja: Że jak szkodzi?
K: Normalnie. Staczasz się... Z poważnej kobiety na alkoholiczkę.
Ja: No chyba nie...
K: Oj chyba tak. Zmieniłaś się. Kiedyś byłaś fajniejsza.
Ja: Byłam taka sama.
K: Nie. Ty po prostu tego nie zauważasz.
Ja: Wcale nie.
K: Dobra nie wdaję się w dyskusję.
Ja: Uargumentuj swoje zdanie.
K: Po prostu to zauważam...
Ja: Ale jak? Podaj przykład.
K: Normalnie. Kiedyś miałaś normalne tematy, a nie "przy piwie to, a w barze to". I umówiłabyś się ze mną na kawę, a nie na piwo.
Ja: Zawsze się umawiałam na to albo na to.
K: Dobra... Nie ważne.
Ja: Ważne.
K: Serio... Wydaje mi się, że kiedyś byłaś poważniejsza...
Ja: Kiedyś, czyli kiedy?
K: Przed studiami/na początku studiów.
Ja: Mi się wydaje, że wtedy byłam gorsza. Gorsze głupoty odwalałam.
K: Nie. Przepraszam, ale źle Ci się wydaje. Właśnie byłaś ciekawszą osobą... Dla mnie... Staczasz się... Jak ja...

 

Amen.

Tagi: rozmowa
20:21, shadowhunterka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 stycznia 2014

Naprawdę nienawidzę, gdy Kalwas jest pijany. Zwłaszcza tak pijany...
Nadal jestem tak zdenerwowana, że nawet sobie tego nie wyobrażacie. Wiadomo, że go uwielbiam i w ogóle, ale po alko nie jest fajny... Zaczyna się przystawiać, próbować całować przy wszystkich i w ogóle. A przy tym tak śmierdzi alkoholem, że nie wyrabiam. Prawie dostał w twarz. Pewnie i tak jutro nie będzie tego pamiętał.
Ale ja będę...

Ale i tak dzisiejszy (w sumie to już wczorajszy) dzień zaliczam do udanych. Maciek i Adrian zawsze na plus. Zwłaszcza, że umówiliśmy się też na piątek. Strasznie się jaram faktem, że mają zespół są przystojni i ogólnie super.

Ale o Kalwasa się tak dzisiaj martwiłam, że nie wiem... I tak Mu się do tego nie przyznam, ale miałam ogromne wyrzuty sumienia, że tak Go zostawiłam na pastwę Alkusa. Jak się cieszę, że Go odwiózł do domu... W sumie... ja bym nie dała rady. Byłam tak wkurzona, że ledwo się hamowałam, żeby nie dostał w twarz...

A od środy sesja!

Tagi: refleksje
02:17, shadowhunterka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 stycznia 2014

Naprawdę tak nie jest.
Nie lecę "na dwa fronty",
Nie zastanawiam się, co czynić.
Którego wybrać, bo...
Bo w sumie już wybrałam.
I to mnie najbardziej boli.
Bo to nie wyjdzie.
Za cholerę nie wyjdzie...
Ale i tak tęsknię.
I nawet mu to powiedziałam...

No i nadal wierzę w jedno zdanie, które powiedział On,
gdy ostatnio u mnie nocował:

"I tak prędzej czy później ze sobą będziemy."


Jednakże skoro nie spełni się to w najbliższych dniach, to jeszcze trochę pobawię się życiem i pewnie jutro lub w niedzielę wyruszę na Żabiankę. Do Szczura.
Bo Kalwasa nie zobaczę prawie miesiąc... 

+ Zostały dwa egzaminy - chemia (w środę) i biologia (w piątek). Trzymajcie kciuki, by zaliczyć na 5!

Tagi: refleksje
23:06, shadowhunterka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 stycznia 2014

Ależ wczoraj był przygodowy dzień!

Najpierw kolokwium napisane na 97,5% (a tak się bałam), a później kompletnie spontaniczna akcja, czyli podróż na Żabiankę (do Szczura), by przy piwie grać w Bang!. Wraz z Karcią, bo sama bym w życiu nie pojechała.
Plan był taki, by do północy wrócić do domów. Chyba trochę nie wyszło, bo Karcia dotarła o 3:30, a ja następnego dnia o 10. Chociaż taki plus, że zostałam odwieziona superhiperwchujwyjebaną limuzyną służbową VW Lupo aka Lupster (w którym nie było chyba ani jednej w pełni sprawnej rzeczy) pod samiutką klatkę :D

A wracając do samej posiadówki to było bardzo miło. Piwo i Bang (wszyscy strzelamy w Zdunka!) zawsze na plus. Ale w pokoju było tak nadymione od papierosów, że nic nie było widać. Wszystko mi śmierdziało fajami. Nawet stanik... (Wcale sama nie wypaliłam 5 papierosów, wcaaale.)
Jak już odprowadziliśmy Karcie i Zdunka, to w ogóle zaczęło nam odwalać z Krzysiem. Nie dość, że do 3 oglądaliśmy "Żubry online", to gadaliśmy o Potworze z puszczy (który powinien wyskoczyć z tego lasu i pożreć żubry, dziki i sarny, a który mi się skojarzył z kolegą - Mytychem), eksmisji z Marsa oraz podróżach do przyszłości na tafli lodu (nie pytajcie).
W sumie to biorąc pod uwagę ilość wypitego alkoholu, wypalonych fajek i godzinę, można było przewidzieć, że w pewnej chwili znowu zaczniemy się całować. Tylko całować. Nic więcej. Później jakiś czas siedzieliśmy przytuleni, aż w końcu stwierdziliśmy, że czas spać i Szczuru mnie odprowadził do pokoju, w którym nocowałam (Sama!).
Może to głupie, ale zaimponował mi fakt, że się do mnie nie dobierał, nie naciskał, ni nic. Wszystko tak, jak powinno być.

No i może na tym skończę tą bezsensowną pisaninę, bo jeszcze dojdę do jakiś głupich wniosków...

"I curse the day my dream became my descent!"

21:03, shadowhunterka
Link Komentarze (2) »
czwartek, 16 stycznia 2014

Jakby ktoś nie zauważył, tytuł notki to sarkazm.

Próbuję zrobić zadania na kolokwium z chemii (stężenia, równowaga i właściwości koligatywne - lofffki!), ale nagle wszystko okazuje się ciekawsze. I oczywiście trzeba sprawdzić co tam nowego u pand/koali/pingwinów/żubrów/niedźwiedzi polarnych/orangutanów/słoni/kondorów, a nawet piwa (otwarta fermentacja rlz). Ahhh - studia! To piękny czas!

Ponadto już się umawiam na piwo w przyszłym tygodniu. To nic, że niedługo sesja. Ja tam mam luz. W końcu jestem na UG.
Umawiam się, ze Szczurem. Znowu będzie uwodzenie! xD

I w weekend szykuje się uczenie Kalwasa angola (jakbym ja była dobra z angielskiego xd). Pewnie się skończy na jakichś głupich odpałach, a nie nauce. Zresztą jak zwykle z Nim. Znając nas, zrobimy sesje w stanikach na głowie czy coś...

Pozdrawiam znad znad zeszytu z zadankami!

Can You hear my endless screams?

22:00, shadowhunterka
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 stycznia 2014

Zbyt duży mętlik, by myśleć o czymkolwiek.

Potrzebuję stabilizacji.

I otwarcie zakończonych (lub rozpoczętych - zależy, jak patrzeć) historii.

"You're everything to me!"

Tagi: mętlik
23:54, shadowhunterka
Link Dodaj komentarz »

Mam wrażenie, że wszystko się plącze, kręci wokół mnie, sprawia, że ogarnia mnie dezorientacja...

Z Kalwasem coraz dziwniej. Teraz ciągle naciska na spotkanie, nawet chce ze mną wyjść na miasto (gdzie wcześniej było to nie do pomyślenia).
No i te nasze dziwne rozmowy... Rozkminy, że fajnie się bawić i we wspólnym mieszkaniu potrzebna będzie jakaś przyzwoitka. Nie wiem, co się dzieje.

Ponadto odnowienie kontaktu z ludźmi z Elbląga. Nie widziałam ich wszystkich chyba z rok, a rozmawia się, jakby to było zaledwie wczoraj!
Brakowało mi śmiania z dabadbadu, czy alkoholowych rozkmin Szczura.
A Arbuz jest królem imprezy! I #choinkaozapachupapai #lodowcewprzyszłości

Dzisiaj pół dnia z zadaniami i zaraz do pubu z Kalwasem.

+Czemu zawsze wszyscy chcą mnie całować?! WTF?!

"Żałuję, że mnie nie uwiodłaś..."

niedziela, 05 stycznia 2014

Nowy Rok rozpoczęłam od złamania serca niedawno poznanemu chłopakowi. Jakoś nie czuję potrzeby tutaj o nim pisać, bo nie dość, że po jednym spotkaniu stwierdził, że jestem dla niego idealna, to jeszcze jest dwa lata młodszy i w dodatku nosi dres....

No i tak sobie pomyślałam, że jeśli ja komuś złamałam serce, to teraz karma do mnie wraca i będę cierpieć. Oj bardzo cierpieć... 

Piszę bardziej z potrzeby chociaż lekkiego przesunięcia głazu, który przygniótł mi dzisiaj klatkę piersiową, niż z samego opisania czegokolwiek. Nawet nie wiem, czemu tak zareagowałam. Dlaczego bólem fizycznym? Czy ból psychiczny nie jest wystarczający?
Ta moja głupia psychika... 

No ale zacznijmy od początku... Kalwas był na spotkaniu z koleżanką z uczelni i po powrocie zaczął się zachwycać jaka to ona jest idealna, jaki ma wspaniały charakter, w dodatku ładna i blablabla... A ja z każdą wiadomością miałam więcej łez w oczach. Ale nie płakałam. Mrugnęłam kilkakrotnie i łzy znikały. Już chyba zatraciłam umiejętność płaczu... Jestem niesamowicie smutna i sfrustrowana, a i tak po moich policzkach nie spłynie ani kropla... Tak bardzo chciałabym by złe emocje odeszły wraz ze łzami, ale nie potrafię płakać...
Cała ta sytuacja jest tak cholernie bez sensu, a jednocześnie dla mnie ważna, że już sama się gubię. Przestaję myśleć racjonalnie. I coraz rzadziej się uśmiecham.

Muszę tylko o Nim zapomnieć.
Zapomnieć.
ZAPOMNIEĆ.
I wszystko będzie dobrze.*
*i tak nie będzie

 

"Mogłaby zamknąć oczy, udawać, że wszystko jest w porządku.
Wiedziała jednak, że nie da się żyć z zamkniętymi oczami."

wtorek, 31 grudnia 2013

W sumie dzisiaj Sylwester, więc wypadałoby napisać jakieś podsumowanie mijającego roku...

Jednakże sama nie wiem, o czym mam pisać.
Rok dość intensywny, miejscami szalony, a miejscami statyczny. Sporo zmian. Zarówno otoczenia, jak i znajomych... no i uczuć.
Początek z Piotrkiem. Wtedy jeszcze myślałam, że to miłość... Że będziemy żyli długo i szczęśliwie. Że to nasze dachowanie serio stworzyło taką jakąś "więź... A nie że z każdym kolejnym miesiącem uczucie będzie słabnąć, aż w końcu zgaśnie. W dodatku nie zgaśnie samo, a zostanie zduszone przez moją fascynację Remigiuszem.
Jak teraz o tym myślę, to było strasznie głupie... No ale cóż - człowiek uczy się na błędach.
Była też matura - kompletny brak przygotowania do jednego z najważniejszych egzaminów w życiu, ale źle nie poszło. Na wymarzone studia wystarczyło. Na stypendia też.

Najdłuższe wakacje w całości zmarnowałam. Żadnych szalonych wypadów. Żadnych imprez. Żadnych miłości. Kompletnie nic. Ale może to i lepiej?

No i teraz studia.
Nowie miejsce - Gdańsk! Baaardzo mi się tutaj podoba. Świetni ludzie, świetne miejsca. Może ciut zbyt dużo szaleństw, ale to wina młodości. Szaleję, póki mogę! :P
Od samiutkiego początku studiów też straszne zawirowania emocjonalne. Najpierw Kalwas. Później Kuba i Mikołaj. Teraz znowu Kalwas. Sporo zawiedzeń, to muszę przyznać. Jednak chyba lepiej zawieść się na początku i szybko podnieść, niż dowiedzieć się za późno, by uniknąć załamania...
W sumie z Kalwasem trwa nadal. I nie potrafię przewidzieć, jak wszystko się skończy. Może lepiej będzie, gdy zapomnimy o tym kilkunastogodzinnym związku i znowu będziemy "tylko" przyjaciółmi? Hmmm... Chyba teraz nie warto sobie tym psuć humoru. Wszystko wyjdzie w praniu...

Zaszła też w sumie zmiana behawioralna. (Głównie przez Mikołaja.) Uświadomiłam sobie, że nie jestem taką zimną i wredną suką, jaką bym chciała być, a tkwi we mnie altruistka, która bardziej przejmuje się losem innych, niż swoim. Chyba, że to mój egoizm - pomagam innym, by nie widzieć i nie przejmować się swoimi problemami? Nie wiem.

To na koniec:

Życzę wszystkim szalonego Sylwestra (nie takiego, jak mój, czyli w domu)
i spełnienia wszystkich marzeń w nadchodzącym 2014 roku.
Oby był lepszy od wszystkich wcześniejszych! 

środa, 25 grudnia 2013
... humor mam jeszcze gorszy niż wcześniej.
Ciągłe rozpamiętywanie, roztrząsanie, myślenie co by było gdyby...
Sama się dobijam. Wiem to. Ale świadomość tego nie sprawia, że przestaję rozmyślać... Taaa... Nawet myślę jeszcze więcej, co jest kompletnie irracjonalne.

Jak cudownie było jeszcze kilka lat temu, gdy wszystko było takie proste. Bez głupich uczuciowych dylematów, bez stresu, że nie zaliczę sesji, bez ciągłego smutku i autodestrukcyjnych refleksji...
I dlaczego dzieci chcą być dorosłe? Przecież to najgłupsze marzenie ze wszystkich...

A teraz chciałabym nie czuć nic. Kompletnie nic. Być taka, jak niektórzy mnie opisują - bez serca, zimna, myśląca tylko o sobie, raniąca bez mrugnięcia okiem. Chciałabym, ale nie potrafię.
Dlaczego nie potrafię?
21:47, shadowhunterka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 24 grudnia 2013

Już dobrych kilka lat nie czuję "magii świąt". To efekt braku wiary w jakiekolwiek bóstwo, czy może kompletne zatracenie wartości i tradycji? Nie wiem. Sama nie potrafię tego ocenić. Wiem tylko tyle, że święta dla mnie to nie święta. Jedyny plus to taki, że odpocznę. Bo, na szczęście, święta spędzam tylko z rodzicami. A na Sylwestra planów jak na razie brak. Pewnie skończy się tak, że będę siedziała z Dwójką lub Polsatem. A! Jeszcze jest TVN. Jestem taka rozchwytywana *sarkazm*. Ale może to i lepiej? Przynajmniej nie zrobię jakiejś głupoty, której później będę żałować...
Chyba, że Harry mnie uratuje i będziemy pić na mhhhocznym placu zabaw :D
Ale w to wątpię. 

No dobra - żeby chociaż malutki fragment był pozytywny, to:

Życzę wszystkim wesołych świąt!

A co chcę dostać pod choinkę? Hmm...

Mikołaju

niedziela, 22 grudnia 2013

Tak.
Zrób to.
Droga wolna!
Powodzenia! 

Ale weź pod uwagę, że później możesz tego cholernie żałować...

Nie wiem, czy warto przekraczać pewne granice dla kilku godzin szczęścia.
Szczęścia, które jest okupione następnym tysiącem godzin zmarnowanym na zadręczaniu się...

19:47, shadowhunterka
Link Komentarze (6) »
czwartek, 19 grudnia 2013

Bo w sumie to nie boli mnie sam fakt, że ze sobą nie jesteśmy, tylko to, dlaczego tak się dzieje. No bo niby się przyjaźnimy, a ja kompletnie nic nie wiedziałam o Pauli...
Serio mnie to dotknęło. Dość bardzo nawet.

I zaczęłam zauważać małe szczególiki w naszym zachowaniu, które zdradzają, że coś jest nie tak.
Nie ma tej swobody, która była wcześniej...
Zawsze miałam poplątane włosy, bo mi je czochrał.
Jak czekaliśmy aż coś się ugotuje (z reguły była to woda na kawę, ale dobra xD), to on się opierał na moich barkach (to głupio brzmi, ale tak było!) i tak sobie staliśmy.
Często też były takie spontaniczne przytulasy, czy coś.
A teraz? Teraz nasz jedyny kontakt fizyczny to przytulenie na powitanie/pożegnanie...

To tak cholernie głupie, a jednocześnie ważne. Przynajmniej dla mnie ważne...

 

Potrzebuję z kimś pogadać. Bardzo potrzebuję. Bardzo, bardzo, bardzo.

21:23, shadowhunterka
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Tagi